Menu
Menu

Krytyka krytyki – moje wystąpienie na Stanie Krytycznym.

Poniżej znajdziesz treść mojego wystąpienia zatytułowanego „Krytyka krytyki”, które miało miejsce na konferencji Stan Krytyczny (4-5 maja, Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu).

 ***

Zacznę od tego, że nie jestem krytykiem i nie aspiruję do bycia krytykiem sztuki. Dlatego w mojej prezentacji nie usłyszycie nic o filozofii krytyki, o historii krytyki artystycznej, o jej autorytetach, znanych wydawnictwach i metodologiach. Nie będę Was (a może bardziej siebie) męczyć skomplikowanymi wyrazami i nudnymi elaboratami. 

W tym kontekście, należy Wam się odpowiedź na pytanie – kim tak właściwie jestem i po co tu w ogóle przyjechałam?! Na początek opowiem więc trochę o sobie, bo chcę żebyście zrozumieli, z jakiej perspektywy będę mówić o aktualnej kondycji polskiej krytyki sztuki.

I powiem krótko – mam 24 lata i w zależności od swojego wolnego czasu jestem mniej lub bardziej zaangażowana w życie kulturalne. Z jednej strony studiowałam i nadal studiuję historię sztuki – ale to akurat znaczy tyle co nic, bo studia zawsze traktowałam jako swego rodzaju odskocznię od tego, czym zajmuję się na co dzień, a wiąże się to z branżą eventową. Z drugiej strony stworzyłam własną, niezależną mobilną galerię sztuki, więc można by powiedzieć że jestem częścią rynku sztuki, ale w istocie prowadzę ten projekt po to, by od tradycyjnego rozumienia rynku sztuki się odciąć.

Na to, co dzieje się w krytyce artystycznej i świecie sztuki, patrzę więc z dwóch perspektyw – czasem z dużym dystansem, czasem od środka. Mimo wszystko bliższa jest mi ta perspektywa zdystansowana. Ja analizując różne zjawiska, zawsze staram się wznieść ponad wyuczone kategorie, w tym wypadku historyczno-sztuczne. Co nie znaczy, że patrzę z góry, wręcz przeciwnie! Staram się patrzeć, jak przeciętny człowiek, przeciętny Polak. Opiniując cokolwiek, staram się najpierw poznać, jakie jest „powszechne” rozumienie danego tematu, mając jednocześnie z tyłu głowy własną opinię na dany temat.

No i teraz, jeśli chcielibyśmy odpowiedzieć sobie na pytanie, co przeciętny człowiek myśli o krytyce sztuki, to… nie mielibyśmy o czym rozmawiać. Krytyki sztuki nie ma. Krytyka sztuki nie ma znaczenia. Nic nie znaczy. Cytując klasyka: Po co to komu? Komu to potrzebne? Co z tego, że krytyka mówi, że krytyka jest krytyczna, skoro niewiele osób jej słucha?! I to nie dotyczy tylko naszego kraju. No właśnie… Żyjemy w czasach, w których młodzi ludzie, w porównaniu do tego, co działo się kilkadziesiąt lat temu, mają powszechny dostęp do kultury i sztuki. Wydawałoby się, że coraz więcej osób docenia dziedzictwo kulturowe i ma świadomość tego, jak ważna jest kultura i sztuka w naszym życiu, a jednak… części naszego młodego pokolenia, słowo „sztuka” skojarzy się prędzej z dobrze skręconym jointem, niż z obiektem w muzeum. Kolejna część osób będzie kojarzyła instytucje sztuki z nudą i sztywniactwem, czymś co wzbudza swego rodzaju lęk, bo jest to niezrozumiałe.

No i na takim tle powstają konferencje takie, jak te, na których zastanawiamy się: „kurczę… Co jest nie tak z tą krytyką sztuki…?”. Nie zrozumcie mnie źle, bardzo dobrze, że takie wydarzenia powstają, ale mam wrażenie, że przez większość czasu bujamy w obłokach, zamiast zejść na ziemię.

Uważam, że krytycy sztuki mogliby dysponować ogromną siłą – zdobywać wiarygodność publiki, kształtować opinię publiczną, ukierunkowywać, zmuszać do refleksji i dyskusji o sztuce. A jednak mam wrażenie, że często nie wykorzystują tej supermocy. Nie chodzi mi o to, że krytycy mają teraz „ratować świat” – szturchać wszystkich za ramiona i mówić: „hej, przeczytajcie coś o sztuce, to jest naprawdę fajne, sztuka jest super!”. Nie.

Mają robić to, co do nich należy. Czyli mówić PO PIERWSZE – do ludzi, A PO DRUGIE – o sztuce. Zamiast toczyć między sobą wojenki. Wytykać się palcami. Krytykować krytyki swojej krytyki. Bo w między czasie, w kraju zachodzą poważne zmiany. I sęk w tym, że gdyby opinia publiczna była w temacie sztuki odpowiednio ukształtowana i wyedukowana, to pewne przeforsowane już państwowe decyzje nie miałyby prawa zaistnieć. Karykaturalne krytyczne teksty nie nabrałyby siły kuli śnieżnej, zostałyby przemilczane, co najwyżej obśmiane… I na tym by się skończyło…

No więc jak przemówić do ludzi? Jak sprawić, by krytyka sztuki nabrała znaczenia?
Jeśli rozmawiamy o problemach, z jakimi boryka się aktualna krytyka sztuki, to ja chciałabym – nieśmiało – powiedzieć o dwóch, które mnie najbardziej irytują. Mówię „nieśmiało”- bo tak jak już Wam wspomniałam wcześniej nie jestem krytykiem sztuki. Mówię do Was z perspektywy młodego, przeciętnego odbiorcy, który jest już trochę zmęczony tym, co czyta, co widzi.

Nie chcę przez to powiedzieć, że cała krytyka jest zła, beznadziejna i trzeba wymienić ją na lepszy model. Nie. Chodzi mi o pewne formy, krytyki sztuki, które moglibyśmy usprawnić, czy uaktualnić, po to by tego przeciętnego odbiorcy nie odpychać od siebie, a właśnie zachęcić. A tej małej garstki osób, która krytykę sztuki faktycznie śledzi, nie zrażać do siebie, a przy sobie zatrzymać.

Jak ja to widzę? Słowo-klucz to dla mnie w tym wypadku: AKTUALNOŚĆ.
Ja weszłam na rynek z własnym, niezależnym projektem – czyli mobilną galerią sztuki, bo chcę pokazać to, co współczesne i aktualne, nowym pokoleniom. Widzę wyraźnie, że nowe, pokolenia mają swoje nowe, odmienne potrzeby, idee i cele. Wszystko ulega dynamicznym zmianom, wyrywa się schematom, ulega trendom, walczy ze stereotypami. Dlatego uważam, że najwyższy czas odwrócić się w stronę nowych artystów i nowych odbiorców – przestać usilnie wciskać ich w dobrze nam znane ramy i pozwolić im stworzyć nowe.

A pierwszym stereotypem, który nadal często pieczołowicie pielęgnowany jest przez krytykę sztuki jest ELITARYZACJA sztuki („elitaryzacja” to jest chyba najtrudniejsze słowo użyte przeze mnie w tej prezentacji). Czyli w skrócie – działanie, które sprawia, że sztuka i wszystko co z nią związane wydaje nam się czymś elitarnym, luksusowym, hermetycznym. Oczywiście duża w tym wina słabej edukacji kulturalnej, ale świat sztuki – w tym muzea, galerie, instytucje sztuki i w końcu też krytyka – wcale nie pomagają w burzeniu tego stereotypu, wręcz przeciwnie – świat sztuki sam buduje sobie te mury.

Te mury stoją – niektórzy nigdy ich nigdy nie przekroczą, inni wejdą w nie, staną się uprzywilejowani i zaczną działać według zasad, które panują w środku. A prawda jest taka, że w środku tych murów jest strasznie nudno. I sztywno. I przejawia się to zarówno w języku, jak i zachowaniu osób, które są w środku. Królują pseudointeligencja i wyrafinowanie, które równie dobrze mogłyby być zmienione na prosty przekaz i otwartość. Nie rozumiem, co próbują osiągnąć osoby, które uniwersalne emocje, doświadczenia, historie i prawdy próbują opisywać posiłkując się słowami, których definicje trzeba sprawdzić w trzech słownikach. Komu ma to zaimponować? Do kogo kierowane są takie teksty? Do innych krytyków sztuki? Tylko… po co?

Czasem czytam takie teksty i mam wrażenie, że odstraszają one od sztuki nie tylko tych, którzy w ogóle się na temacie nie znają, ale potrafią skutecznie zrazić też tych, którzy sztukę doceniają. I to jest mój pierwszy problem, który mam z krytyką sztuki. Krytycy zamiast mówić do ludzi, rozmawiają między sobą – używają skomplikowanego języka, przez który często ciężko przebrnąć, wykorzystują długie i pseudo-inteligentne wywody tym samym automatycznie zniechęcając do dyskusji resztę uczestników życia kulturalnego. A szkoda.

Druga rzecz, która w aktualnej krytyce sztuki mnie lekko przeraża to ilość jadu, jaki przelewa się w tych „krytycznych” dyskusjach. Nie jestem pewna, czy to, że „wszyscy się ze wszystkimi kłócą” jest pozytywną rzeczą dla krytyki. Oczywiście tzw. „buzz” w okół tematu jest wskazany, ale chyba nie o to chodzi, tym którzy kłócą się ze sobą dzisiaj. Wybaczcie, ale atakowanie się na swoich profilach na Facebooku. ciężko powiązać z walką o znaczenie krytyki sztuki. Fajnie, czytać pasjonujące dyskusje O SZTUCE, ale niefajnie jest czytać kolejne teksty tłumaczące, co kto miał na myśli, kto się z tym nie zgodził i kto i dlaczego ma rację. Przyjmijcie do wiadomości, że nigdy nie będziecie się ze sobą zgadzać. Musicie się ze sobą kłócić i dyskutować, wartościować i oceniać (sztukę)! To nie wyklucza jednak wspólnej walki o znaczenie krytyki sztuki.

Pisałam już o tym na swojej stronie. Artykuł nazwałam „Ile jest sztuki w krytyce sztuki?”. Napisałam tam, że dość intensywnie przyglądam się scenie krytyki artystycznej w naszym kraju. Piszę „scenie”, bo takie określenie wydaje mi się adekwatne do tego, co obserwuję. Ta scena ma swoich głównych, ulubionych mówców i… patrząc na nich z widowni mam czasem wrażenie, że niestety pomylili spektakle. Mimo to zostaję na miejscu i oglądam te wystąpienia, bo w jakiś sposób są one ogromnie wciągające. Dlaczego? Bo są niezwykle osobiste, personalne. To czyta się tak, jak ogląda dobry serial.

Krytycy mówią o tym, kto kogo lubi mniej, a kto kogo bardziej; kto z kim się sprzecza, kto komu co zarzuca, kto komu płaci, kto należy do jakiej grupy i komu broni się do niej wstępu. W momencie, gdy mówcy dosadnie określą już, kto kim właściwie jest, to dalej przechodzą do wzajemnego komentowania swoich wystąpień i zarzucają sobie: kto w nich użył jakich słów i form retorycznych, kto odniósł się bądź wcale się nie odniósł do danych metodologii i filozofii, kto ma jakie wykształcenie, doświadczenie i co z tego wynika…

W tych dyskusjach zarówno pokrzywdzeni jak i wygrani mają swoje pięć minut. Czasem jest tych minut więcej, niekiedy kłótnie trwają kilka dni, a nawet tygodni. To czasem przyjmuje formy tekstów w formie tytułowej – krytyka kogoś krytyki kto skrytykował moją krytykę. Serio?
Gdyby te kłótnie miały miejsce sto lat temu to skończyłyby się pewnie w sądzie. Teraz to wszystko dzieje się na Facebooku i trochę szkoda, bo w sądzie te dyskusje przynajmniej się jakoś kończą. A na fejsiku nikt nie daruje swojemu rozmówcy, szczególnie jeśli „dyskusja” odbywa się w komentarzach. Trudno doszukiwać się w tym krytyki sztuki, a co dopiero samej sztuki. Ale jedno muszę przyznać – dyskusje te wciągają, jak dobry film! 

W tym kontekście chcę opowiedzieć o swoich inicjatywach z branży eventowej, które mimo innego pola krytyki, nadal można w ciekawy sposób odnieść do tego, o czym dziś rozmawiamy. Stworzyłam pierwszy w Polsce krytyczny blog o eventach. Jestem event managerem, organizowałam różne przedsięwzięcia, a jednocześnie odwiedzałam inne, konkurencyjne i miałam odwagę powiedzieć, co w każdym z nich jest nie tak, dlaczego jest źle i jak można byłoby to poprawić. Byłam i nadal jestem w stanie powiedzieć na głos o tym, że moi znajomi zrobili coś nie tak, że coś nie wyszło. I nie boję się tego mówić, bo mam w tym swój bardzo ważny cel. Chcę poprawić działanie tej branży i wychodzę z założenia, że wszyscy musimy wiedzieć co robimy źle a, co dobrze; być świadomi tego, co się ludziom podoba a co nie, aby wiedzieć jak rozwijać się dalej, podnieść jakość realizacji. Czy musiałam tłumaczyć się ze swoich tekstów krytycznych? Nie raz wylewały się na mnie hejty. Na początku reagowałam. Teraz wiem, że to nie ma sensu. Organizatorzy i eventowcy, którzy naprawdę byli zaangażowani w swoją pracę i chcieli przeprowadzić ze mną konstruktywną dyskusję – dowiedzieć się, czemu piszę tak, a nie inaczej – po prostu spotykali się ze mną, lub dzwonili do mnie, aby wspólnie dojść do praktycznych wniosków.

Myślę, że podobnie powinno być w krytyce sztuki. Chciałabym, aby krytycy mimo różnic między sobą, reprezentowali jedno środowisko – gdzie owszem pojawiają się ostre dyskusje, wymiany zdań, rywalizacja, ale gdzie ostatecznie wszystkim zależy na jak najlepszej i aktualnej formie działania. Bo jeśli sami będziecie między sobą skłóceni, to kto będzie za Was walczyć o znaczenie sztuki i krytyki sztuki?

Mówcie do ludzi*. O sztuce**.

* „do ludzi” – czyli nie wyłącznie do: innych krytyków, historyków sztuki, redaktorów magazynów o sztuce, profesorów akademickich, właścicieli galerii, dyrektorów muzeów i pracowników innych instytucji sztuki.
** „o sztuce” – wychodzę z założenia, że wszyscy interesujący się sztuką, zaczęli o niej mówić, bo są głęboko przekonani o jej ogromnej wartości i znaczeniu w naszym życiu. Dlaczego o tym zapominacie? Dlaczego nie chcecie szerzyć tej myśli dalej?

I to jest już koniec mojego wystąpienia. Chciałabym wykorzystać ten moment, do podziękowania organizatorkom tego wydarzenia, za danie mi możliwości publicznego wylania swoich „żali i frustracji”. Nie każdy ma taki luksus! A teraz chętnie odpowiem na pytania z publiczności.

***

Niebawem ukaże się nagranie wideo z konferencji, w którym znajdzie się m.in. pełne nagranie mojej prezentacji na żywo oraz część, w której odpowiadam na pytania z publiczności.

Następną konferencję z moim udziałem znajdziesz tutaj.

0 comments

Here is no comments for now.

Leave a reply