Menu
Menu

Wizyta w muzeum? Nie, dziękuję.

Gdy zaczęłam interesować się sztuką i historią sztuki, zaczęłam też regularnie odwiedzać muzea i… szybko przestałam. Miałam (i w wielu przypadkach niestety nadal mam) wrażenie, że NIE ROZUMIEM. „Albo jestem na to wszystko za głupia, albo ktoś próbuje ze mnie zrobić idiotę”… I nie chodziło mi wtedy o to, że nie potrafię zrozumieć sztuki (o tym później). Zastanawiałam się głównie nad tym, jakie cele i funkcje stawia przed sobą Muzeum. Czemu Muzeum tak uparcie dąży do tego, żeby w ciągu każdej wizyty tak strasznie mnie wynudzić i sfrustrować? To chyba nie powinno tak wyglądać…? A już na pewno nie powinno tak działać na mnie – przyszłego historyka sztuki, który marzy o Wielkiej Karierze, Wielkich Kolekcjach i Wielkich Artystach.

Początek był trudny – nie miałam możliwości porównania tego, co dzieje się w polskim muzealnictwie, z czymkolwiek innym. Mimo to byłam święcie przekonana, że coś tu nie gra… I nie chodzi tu o moją domniemaną głupotę. Chodzi o to, że mamy do czynienia z kompletnym paradoksem! I nie zrozumcie mnie źle – uwielbiam muzea, galeria i centra sztuki, ale nie rozumiem, czemu NIEKTÓRE z nich tak uparcie odstraszają ludzi, potencjalnych odwiedzających.

Opowiem Wam (a może przypomnę?), jak wygląda wizyta w takim Muzeum. Po pierwsze niezbędny jest Wielki Tytuł Wystawy i Wielki Wybitny Artysta. Za tym idą oczywiście wielkie oczekiwania, dużo zapowiedzi w mediach i wysoka, tak samo Wyjątkowa sprzedaż biletów. Czego doświadczamy na miejscu? Jeśli wystawa obejmuje twórczość Artysty pochodzącego z naszego kraju, to najczęściej zobaczymy naprawdę szeroki przekrój jego twórczości.

Przed wejściem do Sali przeczytamy jakiś zawiły, niezrozumiały opis Jednego z Najwybitniejszych Artystów, którego twórczość zaraz uda nam się zobaczyć (o ile w ogóle zwrócimy na ten napis uwagę, bądź weźmiemy z kasy ulotkę informacyjną). Następnie czeka nas droga przez mękę, w pomieszczeniach, które już dobrze znamy (przecież zawsze wyglądają tak samo). Obraz, za obrazem, za obrazem, za obrazem… od czasu do czasu uda się dostrzec pod którymś z Ważniejszych Dzieł plakietkę informacyjną, na której znajdzie się coś więcej niż tylko Autor, Tytuł Dzieła i Data. Jeśli odwiedzasz muzeum w ciągu tygodnia, po pracy, w godzinach późno popołudniowych, to może się też zdarzyć, że nie zobaczysz wystawy do końca. Pół godziny przed zamknięciem Muzeum chodzić będą już za Tobą Panie pracujące w Muzeum, które spieszą się na kolację, a na 15 minut przed zamknięciem zostaną zgaszone światła. I uwaga –  to działo się naprawdę, a ta wystawa została później nominowana do jednego z Wydarzeń Roku.

Mam wrażenie, że oprócz przygotowania kilku dodatkowych wydarzeń wokół wystawy (wykłady, oprowadzania), rola Muzeum ogranicza się wyłącznie do powieszenia dzieł sztuki. Czy nikomu już nie zależy, by odbiorców poprzez wystawę wprowadzić w świat artysty? By pokazać kontekst kulturalny/społeczny/polityczny w którym artysta tworzył? By pokazać kim Artysta się inspirował? By pokazać kogo sam później zainspirował? By wskazać i wytłumaczyć, czemu mimo tylu lat Artysta i jego dzieła są nadal wybitne/aktualne/poruszające? By stymulować, edukować, zachwycać i ZAANGAŻOWAĆ? By zadać pytania i pozwolić odbiorcom poszukać odpowiedzi?

Wcześniej wydawało mi się, że to Muzea mają spełniać tę funkcję edukacyjną. To one mają mnie do siebie przyciągnąć, mają mi pokazywać, tłumaczyć i motywować do refleksji.  Niestety mam wrażenie, że teraz część z nich przeszła w stan „przechowalni”, stworzonych wyłącznie dla historyków sztuki, znawców, kolekcjonerów, w skrócie dla intelektualnej elity, która ZROZUMIE to bezrefleksyjne wystawiennictwo.

To smutne, że zmieniają się pokolenia i ich potrzeby, zmienia się sztuka, zmieniają się media i trendy, a tradycyjne instytucje ignorują te zjawiska tkwiąc dalej w przeszłości. Działając w ten sposób szkodzą nie tylko sobie, ale przede wszystkim społeczeństwu, które – nie ma co ukrywać – w rzeczywistości edukacji kulturowej nie ma na swojej liście priorytetów. Zapytajcie swoich znajomych, rodzinę, sąsiadów, o to kiedy byli ostatni raz w muzeum. Dla większości z nich muzeum = NUDA. I ja w pełni się pod tym podpisuję. Tylko widzę też drugą stronę medalu.

Widzę wiele ciekawych, młodych, rewolucyjnych inicjatyw, muzeów, galerii, centrów kultury, które re-definiują słowo „muzeum”, „sztuka” czy  „artysta”. I nie chodzi tu po prostu o wystawianie sztuki nowoczesnej, chodzi o NOWOCZESNE podejście. To instytucje, w których dzieła sztuki nie mają swojego własnego miejsca, w których sztuka eksponowana jest w różnych kontekstach. To instytucje, które dają odbiorcom możliwość doświadczania, odkrywania, interakcji i zaangażowania – nie tylko w sposób fizyczny, ale też mentalny, multimedialny i społecznościowy. To instytucje, które mimo stałej siedziby, z każdą wystawą dynamicznie zmieniają swoją przestrzeń. To wreszcie instytucje, które walczą o „aktualność”.

I to właśnie dzięki nim możemy zaobserwować schyłek „muzeów”, jakie znamy z przeszłości .

xoxo,
GALERIANKA

Źródło gifa tytułowego: G1FT3D.COM

1 comment

Leave a reply